Szeol
Gdy rozważamy tajemnicę wcielenia Drugiej Osoby Trójcy Świętej – Jego pełnię Bóstwa, która połączyła się z pełnią Człowieczeństwa możemy wspomnieć jeszcze jedną, dość tajemniczą przestrzeń, którą odwiedził nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus. Jest niezaprzeczalnym faktem i dogmatem, że On na Krzyżu prawdziwie umarł. Znaczy to, że Jego ludzka dusza pod koniec ziemskiego życia rozłączyła się od ludzkiego ciała, i choć złączona z nieoddzielnym Bóstwem, to jednak zstąpiła do świata zmarłych przeznaczonego każdemu człowiekowi. Wiarę w to wyrażamy, kiedy odmawiamy Credo, czyli Wierzę w Boga przy słowach: (ukrzyżowan, umarł i pogrzebion) i zstąpił do piekieł.
Należy tutaj jednak dokonać subtelnego, ale bardzo znaczącego rozróżnienia. Słowa do piekieł w liczbie mnogiej nie oznaczają miejsca potępienia, ani czyśćca, ani też jedynie ziemskiego grobu, lecz otchłanie Ojców świętych, czyli tą strefę rzeczywistości pozaziemskiej, gdzie dusze sprawiedliwych, po ewentualnym przebyciu czyśćca, oczekiwały obiecanego i upragnionego odkupienia. Nie mogły bowiem osiągnąć pełni radości i szczęścia, które obecne jest w Niebie dzięki oglądaniu Boga w Jego istocie, gdyż Jezus Chrystus do tamtej pory jeszcze nie wybawił ludzkości od grzechów. Taki los już nie dotyczy kolejnych pokoleń po Chrystusie. Od czasu zbawiennej Ofiary Krzyżowej po śmierci człowiek trafia jedynie do piekła, czyśćca lub nieba.
Tajemnica, która rozpoczęła się w momencie śmierci Jezusa w Wielki Piątek, a trwała przez Wielką Sobotę aż do wielkanocnego poranku zmartwychwstania dotyczy właśnie przebywania Boga-Człowieka w części zaświatów przeznaczonej dla sprawiedliwych. Jezus Chrystus zstąpił do tzw. otchłani (Szeolu), aby zwiastując tam dokonane odkupienie, napełnić ich mieszkańców radością. Mówi o tym Pierwszy List Św. Piotra (4,6): Dlatego nawet umarłym głoszono Ewangelię, aby wprawdzie podlegli sądowi jak ludzie w ciele, żyli jednak w Duchu - po Bożemu. Użyczył im też szczęścia oglądania Boga twarzą w twarz, a potem zabrał ich ze sobą do nieba. Wizje mistyczne i apokryfy wczesnochrześcijańskie wspominają o triumfalnym pochodzie wielkich postaci, poczynając od Adama i Ewy, dalej: Noego, Abrahama, Izaaka, Jakuba, Mojżesza, czy Dawida i niezliczonych rzesz ludzi, których nawiedza Zbawiciel i otwiera im bramy niebios.
Choć wyobrażenia ludzi Starego Testamentu, zwłaszcza z czasów wczesnego judaizmu mówią o Szeolu, jako miejscu cieni, w którym nie było jakiejkolwiek radości istnienia, życia i wychwalania Boga, to późniejsze dociekania, w miarę przybliżania się przyjścia na świat Zbawiciela, coraz jaśniej pokazywały rozróżnienie pośmiertnego losu dobrych i złych. Sam Jezus opowiedział przypowieść o bogaczu i ubogim Łazarzu (por. Łk 16,19-31), w której sprawiedliwi (w tym ów żebrak), jako prawdziwi synowie Abrahama przez aniołów byli zabrani na szczególne miejsce zwane Łonem Abrahama, gdyż postępując w wierze tak jak on, stali się jego dziećmi i dostąpili tej samej nagrody. Choć nie było to jeszcze Niebo, panowało tam jednak szczęście niewyobrażalne za ziemskiego życia. Istniała oczywiście realna możliwość wiecznego potępienia, które stało się losem niesprawiedliwego, skąpego bogacza, do którego Abraham rzekł: Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz.
Jezus Chrystus jest tym, o którym mówi Apokalipsa św. Jana Apostoła: Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani (Ap 1,18). Otchłań jest także symbolem stanu grzechu. Jedynie On otrzymał władzę, aby unicestwić grzech, śmierć i ich skutki. Pragnie, aby każdy z nas utwierdzał się w stanie łaski uświęcającej, byśmy również osiągnęli życie wieczne.