Święty Wojciech

Gdańsk odegrał ważną rolę jako baza św. Wojciecha, w której odbywały się przygotowania wyprawy misyjnej do Prus. Tutaj zbierano informacje i podejmowano ostateczne decyzje. Tu misjonarze zapoznawali się z językiem, zwyczajami Prusów oraz tu nawiązano kontakt z przedstawicielami Prusów.

Wreszcie, po zakończeniu niezbędnych przygotowań, wyprawa wypłynęła w morze. Najprawdopodobniej łodzią popłynęli w kierunku wschodnim, kierując się w stronę ważnego ośrodka handlowego i portu Truso.

Łódź wioząca misjonarzy nie wpłynęła jednak do portu, lecz dobiła do brzegu małej wyspy w delcie rzeki, w pobliżu osady portowej. Tu trzej misjonarze, biskup Wojciech i dwaj kapłani: jego brat Radzim Gaudenty i Bogusza Benedykt, mieli oczekiwać na pruskiego tłumacza i przewodnika. Niestety, zostali wcześniej wykryci przez straż przybrzeżną. Pierwsze spotkanie z Prusami okazało się dla misjonarzy niepomyślne.

Dopiero pod koniec tego dnia kontakt z przybyszami z Polski nawiązał, bliżej nieokreślony,  „Pan wsi”, który wprowadził ich do portu i udzielił gościny. Następnego dnia misjonarze stanęli przed całym zgromadzeniem miejscowej ludności, by przedstawić powód swojego niespodziewanego przybycia. Zabierając głos, Wojciech powiedział: „z pochodzenia jestem Słowianinem, nazywam się Adalbert. Przyczyną naszej podróży jest wasze zbawienie, abyście porzuciwszy głuche i nieme bałwany, uznali stwórcę naszego, który jest jedynym Bogiem, i poza którym nie ma innego boga, abyście wierząc w imię jego, mieli życie”.

Początkowo przemówienie Wojciecha wywołało oburzenie i złowrogie groźby. Ostatecznie, spotkanie zakończyło się kompromisem. Wojciech musiał opuścić teren Prus, pod groźbą kary śmierci, gdyż reprezentował obce prawo i obyczaje. Prusowie wywieźli misjonarzy poza granice swojej krainy. To tam, ewangelizatorzy porzucili jednak pomysł powrotu do Polski, a po pięciu dniach wyruszyli ponownie na tereny Prusów. Po przebyciu około 20 km znaleźli się w pobliżu tajemniczego grodu „Cholin”, gdzie rozegrał się ostatni etap życia Wojciecha.

Wspomniany gród jest dziś utożsamiany ze starożytnym grodziskiem, leżącym około 1,5 km od wsi Święty Gaj. To właśnie w tej okolicy dopadła misjonarzy straż grodowa. W Żywocie tak oto zostało zrelacjonowane to wydarzenie: „Około południa wyszli na polanę. Tam podczas Mszy odprawianej przez Gaudentego, święty mnich przyjął Komunię Świętą, a po niej, aby ulżyć zmęczeniu spowodowanemu wędrówką, posilił się nieco. Tu zmorzył go sen; a ponieważ znużony był długą podróżą, więc całą mocą ogarnął go senny spoczynek. W końcu, gdy wszyscy spali, nadbiegli wściekli poganie, rzucili się na nich z wielką gwałtownością i skrępowali wszystkich. Święty Wojciech zaś, stojąc naprzeciw Gaudentego i drugiego brata związanego, rzekł: Bracia, nie smućcie się! Wiecie, że cierpimy to dla imienia Pana. Z rozwścieczonej zgrai wyskoczył Sicco i z całych sił wywijając ogromnym oszczepem, przebił na wskroś jego serce. Zbiegli się zewsząd z bronią okrutni barbarzyńcy, z nienasyconą jeszcze wściekłością oderwali od ciała szlachetną głowę. Ciało pozostawili na miejscu, głowę wbili na pal i wychwalając swą zbrodnię, wrócili wszyscy z wesołą wrzawą do swoich siedzib. Umęczony był zaś Wojciech, święty i pełen chwały męczennik Chrystusa, 23 kwietnia, za rządów wszechwładnego Ottona Trzeciego, pobożnego i najsławniejszego cesarza, i to w piątek”.

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
139 0.10757184028625